Artykuły

PIEŚŃ BEZ SŁÓW Wojtek Majewski gra Grechutę

Album "Grechuta" (Sony) jest dla mnie odkryciem podwójnym. Po pierwsze, prezentuje bardzo ciekawy styl młodego pianisty, debiutującego tu w roli lidera. Po drugie, odkrywa walory kompozytorskie piosenek Grechuty, które - dotąd - wydawały się nierozerwalnie związane z poetyckimi tekstami. Wojtek Majewski fascynuje się od wielu lat twórczością Marka Grechuty. Ja też. Z tym większym zainteresowaniem wysłuchałem jego opowieści: o muzykalnej rodzinie, o muzyce poważnej (w porywach bardzo), o fascynacjach i o debiutanckim albumie.

KLAN MAJEWSKICH

Ale zacznijmy od początku, czyli - w przypadku syna - od taty. Henryk Majewski, znany trębacz, należy do filarów polskiej sceny jazzowej. Najlepiej pamiętany jako szef zespołu tradycyjnego Old Timers, miał romans ze swingiem (założył pamiętną Swing Session). Grywał z gwiazdami , takimi jak Wild Bill Davison, Buck Clayton i Joe Newman. 10 lat temu założył Wydział Jazzu w PSM im. Chopina przy ul. Bednarskiej w Warszawie. Prowadził także swój własny Sekstet, w którym grał na trąbce jego syn Robert(Robert - jeden z najbardziej utytułowanych polskich jazzmanów - jest starszy od Wojtka o 10 lat).

To sporo. Ale w pamięci debiutującego Majewskiego bardzo wyraźnie zapisały się lata, kiedy wraz z bratem grywali na pianinie na cztery ręce. Robert gra dziś własną muzykę - wydał płyty firmowane swoim nazwiskiem (właściwie imieniem): "Robert Majewski Plays Komeda" i "Coś dla ludzi". Na obu grał juz na fortepianie Wojtek, także aranżer części utworów, choć początkowo nic nie wskazywało na to, że zostanie pianistą. Nie dostał się bowiem do podstawowej szkoły muzycznej, ponieważ ... nie umiał śpiewać!

POD GÓRKĘ DO SZKOŁY

Na szczęście jego zdolności muzyczne zostały rozpoznane przez otoczenie - wyrastał przecież w środowisku jazzmanów. Dostał się do średniej szkoły muzycznej, pomimo tego, że "pani" nie dawała mu szans. "Lepiej nie próbuj, chłopcze"- powiedziała zachęcająco. "Nawet jeśli się jakoś wciśniesz, to i tak wylecisz po roku". Oczywiście nie tylko nie wyleciał, ale - bez żadnych kłopotów- dostał się do konserwatorium, które ukończył w klasie fortepianu. Debiutował na scenie jazzowej jako nastolatek, ale podczas studiów przeżył fascynację muzyką poważną. Najbardziej lubi utwory fortepianowe Chopina, Liszta i Rachmaninowa. Prawdziwą fascynacją pozostaje jednak Skriabin i muzyka ekspresjonistów - słychać to wyraźnie na albumie.

POMIĘDZY POWAGĄ A JAZZEM

Ta fascynacja nie odciągnęła go od jazzu, a przeciwnie - okazała się dla jazzu inspirująca. Na debiutanckiej płycie najlepiej słychać to we wstępach, które stanowią rodzaj preludiów, impresjonistycznych i ekspresjonistycznych. Zachłyśnięciu muzyką poważną towarzyszyła również fascynacja Jarrettem - wielkim artystą działającym niejako na pograniczu jazzu i powagi. Sam Wojtek Majewski także chętnie do powagi wróci. Uważa, że są utwory, które nie zostały jeszcze odkryte. Z pewnością Skriabin nie jest odkryty do końca, podobnie jak Chopin i na przykład jego Polonez Fantazja , utwór bardzo trudny do zrozumienia (satysfakcjonuje go tylko nagranie Horowitza z lat 60.).Nie byłoby sensu grać Etiudy dis-moll Skriabina, po tym jak Horowitz zagrał ją w Moskwie w 1986 roku. Tam nie ma już dla niego miejsca. Ale jest gdzie indziej. A czy nie uważa, że jazz "zmanieruje" mu styl? Wojtek Majewski uważa, że nie. Jest świadomy różnic pomiędzy gatunkami, przecież grywał już jazz na studiach. "To kwestia świadomości." - mówi. "Trzeba to rozumieć, wiedzieć, że jazz i muzykę klasyczną gra się inaczej. A wtedy - po prostu - robi się to inaczej."

POEZJA ŚPIEWANA

Marek Grechuta pojawił się w życiu Wojtka Majewskiego między jazzem a klasyką, jak tylko zainteresował się ... poezją. Chodził wtedy do szkoły podstawowej. Wpierw była to czysta poezja - głównie romantyczna, ale także Różewicz, który jest do dzisiaj jego "poetycki idolem". Grechutę odkrył w szkole średniej i cierpliwie gromadził jego nagrania, głównie w sklepach ze starymi, winylowymi płytami. Ta wspaniała muzyka nie była reprezentowana na CD, nie było w sklepach płyt Grechuty. Wojtek wierzył jednak, że to tylko kwestia czasu, że ta ponadczasowa twórczość znajdzie swoje miejsce. Bardzo odpowiadała mu muzyka, a także sposób śpiewania Grechuty. Zaczął chodzić na koncerty Mistrza w latach 90., a więc stosunkowo późno - po płycie "Dziesięć ważnych słów". Miał do tej muzyki stosunek bardzo osobisty, ale nie myślał o własnych nagraniach. Uważał, że jest to sztuka syntetyczna - śpiew Grechuty, cała jego rozwijająca się wokalistyka, była niejako "zrośnięta z tekstem". Nie wierzył ani w sens, ani w powodzenie nagrania wersji instrumentalnych, jednak grywał sobie Grechutę dla przyjemności, tym bardziej, że zna na pamięć wszystkie teksty piosenek. Chyba jednak nadal nie zdałby do podstawowej szkoły muzycznej ...

POEZJA GRANA

Wojtek Majewski uznał, że z muzyki Grechuty nie da się nic zrobić bez tekstu czy nawet bez udziału samego artysty. Aby dać jednak upust emocjom towarzyszącym tej silnej fascynacji postanowił ... napisać o muzyce Grechuty książkę. Powstał więc esej, rodzaj szkicu, w którym zawarł swoje refleksje na ten temat. Poznał Mistrza osobiście po jednym z recitali. Ten rozpoznał go jako najmłodszą latorośl "klanu Majewskich" i tak nawiązał się kontakt, który miał zaowocować albumem "Grechuta". Projektowi sekundował bowiem kompozytor i rodził się on z jego pełnym błogosławieństwem.

Ale sama sugestia zagrania muzyki Grechuty na jazzowo wyszła od ... żony artysty, Danuty Grechutowej. Wojtek nie potraktował tej propozycji serio, ale zaczął się nad nią głębiej zastanawiać. Już pierwsze demo, które wysłał Grechucie, spotkało się z entuzjastycznym przyjęciem kompozytora, mimo że były bardzo surowe - fortepian, saksofon i trąbka. Potem skompletował skład grupy. O udziale Tomasza Szukalskiego pomyślał od razu, z racji wielkiego liryzmu w jago grze oraz niepowtarzalnej barwy. Wojtek Majewski uzmysłowił sobie, że skoro nie ma w nagraniu tekstu i wokalisty, musi wzbogacić je muzyk, który odda pełna gamę emocji. Przyjęcie propozycji przez Szukalskiego było dla niego zaszczytem, jako że uważa go za jednego z najlepszych saksofonistów. Nie tylko polskich. Robert Majewski - z bardzo ciepłą barwą trąbki - stanowi niejako drugi biegun: Szukalski jest ekstrawertyczny, Robert introwertyczny. Doskonale się uzupełniają. Gdyby nie ci dwaj muzycy, Wojtek nie zdecydowałby się na nagranie płyty "Grechuta". Skład dopełniają basista Paweł Pańta, rówieśnik i kolega z Akademii Muzycznej, Marcin Jahr dobrze pasował do koncepcji albumu z racji swojej wyjątkowej muzykalności. Tak powstał Wojciech Majewski Quintet.

GRECHUTA NA JAZZOWO

Dobierając utwory na płytę Wojtek nie sięgał po swoje "ulubione utwory Grechuty", ale po takie, które najlepiej - jego zdaniem - nadawały się do jazzowej interpretacji. Nie musiały one wcale brzmieć jazzowo. Są piosenki Grechuty o wyraźnej harmonii jazzowej (np. Wszystko dla twej miłości) albo - jak Korowód - o silnych wpływach rocka. Ale tymi kryteriami nie kierował się w ich doborze. Samodzielny aranżer (poza jednym nagraniem) całego materiału Wojtek przygotował konkretne utwory z myślą o konkretnych solistach. Także pod kątem spójności płyty. Były to wszystko bardzo przemyślane decyzje.

Teraz przyjrzyjmy się z bliska repertuarowi albumu.

WSZYSTKO DLA TWEJ MIŁOŚCI

Gra kwartet z Robertem na flugelhornie. Piosenka brzmi jak typowy amerykański evergreen,jazzowy standard. Zauważył to od razu Marek Niedźwiecki, z którym rozmawiałem o płycie Wojtka na antenie Trójki. Czuje się tu chłodne klimaty (cool) w nieco kalifornijskim stylu (Chet Baker). Wojtek myślał o tym temacie od początku, podobnie zresztą jak o innej piosence, utrzymanej w zbliżonym stylu. O kołysance.

ŚPIJ - BAJKI ŚNIJ

Tu w ogóle nie zmieniał harmoniki, dodał - co najwyżej - nieznaczne alteracje. Piękny temat, napisany przez Grechutę jako kołysanka dla syna, sam narzuca jazzowe odczytanie. Podobnie jak poprzedni, zbliżony jest do "klasycznego jazzu" - warto zauważyć, że "pierwsze skrzypce" w obu tych nagraniach dzierży Robert Majewski, trębacz bez wątpienia liryczny. Robert wystąpił także w roli aranżera (pozostałe aranżacje są dziełem Wojtka). I to w bardzo "złotym" przeboju.

BĄDŹ MOJĄ PANIĄ

Aranżacja Roberta Majewskiego uczyniła z tej piosenki ... walc jazzowy. Forma to nieparzysta i niezbyt dla jazzu typowa, ale też stosowana sporadycznie przez różnych muzyków, tutaj kapitalnie się sprawdziła. Wprowadza pełen kwintet. Numer - zdawałoby się - ograny do bólu, o którym wszystko już wiedzieliśmy, tu okazał się bardzo atrakcyjny, odnowiony, świeży. Jest też najbardziej zmieniony w stosunku do oryginału ze wszystkich pozostałych interpretacji. Aranżacje Wojtka Majewskiego są zdecydowanie bliższe kompozycjom Grechuty, więc zatrudnienie Roberta w roli aranżera okazało się tu w pełni uzasadnione.

LANCKORONA

Jest to jedna z piękniejszych kompozycji "późnego Grechuty". Temat kujawiaka, otwierający nagranie wprowadził Grechuta stosunkowo późno. Nawiązuje do bogatej w polskim jazzie tradycji: od niezapomnianego kujawiaka Kurylewicza, otwierającego telewizyjną inscenizację "Pana Tadeusza", poprzez Namysłowskiego i jego popularną niegdyś płytę "Kujawiak Goes Funky". Temat zachwycił Wojtka, więc - podobnie jak w orginale - otwiera i zamyka nagranie. Kompozycja bardzo romantyczna, eksponująca współpracę fortepianu i saksofonu, co zresztą uwidacznia się coraz wyraźniej na koncertach kwintetu. Jej przeciwieństwem są ... duety.

DZIECIŃSTWO MOJE

Urzekający duet, miniatura na fortepian i trąbkę. Temat utworu to melodyczna perła z albumu "Pieśni Marka Grechuty do słów Tadeusza Nowaka"(1979), jednej z najbardziej tajemniczych, metafizycznych płyt w polskiej muzyce popularnej. Nagranie zachwyca nie tylko tematem, ale i rozbudowanym wstępem na fortepianie. Wydobywa walory melodyczne i eksponuje niełatwą, niekonwencjonalną harmonię. Wstęp jest tu przeciwstawny melodii: ciemny, wręcz mroczny. Melodia pojawia się niczym odległe wspomnienie (tu: dzieciństwa). Uwidacznia się "programowe" podejście Wojtka, który - nie bez kozery - wykonuje ten temat z bratem). Harmonia jest bardzo przemyślana, ale towarzyszą jej częste u Grechuty zaskakujące zwroty.

OCALIĆ OD ZAPOMNIENIA

Drugi porywający duet, tym razem z saksofonem. Być może najpiękniejszy temat całej polskiej "poezji śpiewanej" - wiersz Gałczyńskiego znalazł w muzyce Grechuty oprawę doskonałą. Natchniony duet z Szukalskim (poprzedzony ekspresjonistycznym wstępem), wyłonił się z kwartetu, bo tak był początkowo grany. Popis saksofonisty, który wprost "szaleje emocjami".

W improwizacji Szukalskiego wyczuwa się wielki ładunek emocjonalny, chwilami nawet rozpacz. Jest tu ona tym bardziej zrozumiała, że wiersz Gałczyńskiego mówi o przemijaniu, o jego nieuchronności. Próba "ocalenia od zapomnienia" czegoś tak ulotnego jak uczucie w świecie, w którym przemijają cywilizacje, zawiera w sobie syzyfowy etos. Wielki krok naprzód w interpretacji zarówno wiersza, jak i samej piosenki. Brak słów zrekompensowany z nawiązką!

GDZIEŚ W NAS

Grechuta "zbuntowany", w porywach rockowy, z płyty "Droga za widnokres", manifestu "Grechuty awangardowego", pierwszej płyty solowej po rozpadzie Anawa. Napisany do wiersza tragicznie zmarłego poety, też zbuntowanego i awangardowego: Ryszarda Mielczewskiego-Bruno. Wzbogacony o temat własny Wojtka Majewskiego we wstępie (temat utrzymany jest nieco w stylu "Malinowego Chruśniaka").

Pomimo obsesyjnej struktury i powtarzającej się harmonii utwór ten ma szeroką gamę nastrojów. Latynoskie rozkołysanie sekcji sprawia, jest on - być może- jedynym radosnym numerem na płycie.

Na szczęście cała reszta to smutek metafizyczny, czyli ta najszlachetniejsza najbardziej poetycka odmiana.

WYSZŁO Z BORU / ZAZDROŚĆ MOJA

Rewelacyjne odczytanie trudnej muzyki do poezji Leśmiana i to po przez cały kwintet. Wojtek Majewski uważa cykl pieśni w "Malinowym Chruśniaku" za jedno ze szczytowych osiągnięć Grechuty - kompozytora, aranżera i wokalisty. Są one tak zmysłowe i zespolone z poezją ... Temat pierwszy, mistyczny i ulotny, połączono tu z tematem uniesienia. Kompozycja prawdziwie "nieziemska" zasłużyła na aranżację suitową, z radykalną zmianą tempa i ciekawym łącznikiem. Trąbka jest tutaj głosem żeńskim, a saksofon - męskim. Innymi słowy Robert Majewski wystąpił w nagraniu w roli Krystyny Jandy, zaś Tomaszowi Szukalskiemu przypadło w udziale odegranie samego Marka Grechuty. Obaj artyści wywiązali się z ról w brawurowym stylu.

ZMIENIONAŻ PO ROZŁĄCE

Album zamyka inna kompozycja pochodząca z "Malinowego Chruśniaka". Kolejna przepiękna "perła z lamusa" (ten zapomniany temat zamyka w oryginale cykl do poezji Leśmiana) jest zarazem finałowym tryumfem pełnego kwintetu. Przepiękna melodia, genialnie zespolona z wierszem, doczekała się eksperymentalnej aranżacji utrzymanej w duchu Komedy. Doprawdy wielki finał, godny tego niecodziennego przedsięwzięcia. Rodzi się jednak pytanie: dokąd Wojtek Majewski, oryginalny i niezwykle obiecujący pianista jazzowy młodego pokolenia, pójdzie dalej?

ŻYCIE PO GRECHUCIE

Życie po Grechucie wcale nie musi oznaczać życia bez Grechuty. W repertuarze Wojtka Majewskiego znalazły się już kolejne kompozycje Mistrza - wykonuje je na bis w trakcie trasy koncertowej promującej album "Grechuta" (i dobrze, ponieważ widownia nie wypuszcza jego kwintetu bez co najmniej kilku bisów). Słuchając jego albumu nikt nie ma wątpliwości, że jest to jazz i że jest to Grechuta. I chwała mu za to - nie zatracił Grechuty. Uniwersalność tematów sprawiła, że wpływy romantyczne i ekspresjonistyczne są tu zespolone bardzo harmonijnie.

A czy Wojtek Majewski nie boi się nalepki: "ten od Grechuty"? Nie. Cieszy się, że nagrał album i dla miłośników jazu i dla wielbicieli twórczości Grechuty. Jemu samemu, jako artyście, najbardziej zależy na tym, aby jego muzyka była komunikatywna i sugestywna. "Lubię wyraźne, intensywne nastroje." - mówi Wojtek Majewski. Album "Grechuta dowodzi, że młody artysta ma przed sobą wyraźną i intensywną karierę.

Daniela Wyszogrodzkiego "Jazz Forum"

<< powrót