Artykuły

Wojciech Majewski - "Opowieść"

Przyznam, że czekałem na ten krążek od 2006 roku, czyli od pierwszego przesłuchania "Zamyślenia", ale kiedy wziąłem do ręki pudełko i przeczytałem, że nagranie miało miejsce w tym samym roku w maju, to ucieszyłem się, że nie wiedziałem tego trzy lata temu, bo przez ten czas wyszedłbym z siebie.

Jest to trzeci projekt Wojciecha Majewskiego po "Grechucie"(2001) i wspomnianym "Zamyśleniu" (2003), osadzony w charakterystycznym stylu jaki rozwija Majewski od początku kariery - trudny do pomylenia z innym pianistą sposób płynącej, czasem wręcz romantycznej artykulacji, liryczne tematy i pełne ekspresji improwizacje. Słyszymy tu kompozycje dalekie od typowych form i schematów, wymagające od odbiorcy zaangażowania. Materiał przeznaczony jest bardziej dla miłośników filharmonii, niż dla gości polskiego klubu, gdzie 25% 'słuchaczy' przyjdzie pogadać i wypić, przeszkadzając widowni. Pierwsza kompozycja (grana solo przez lidera) zaczyna się nostalgicznie, do czego jesteśmy przyzwyczajeni po doświadczeniach poprzednich krążków, tyle że w tym wypadku ma ona inny wymiar. Utwór nosi tytuł "Pożegnanie 2005" i po jego wysłuchaniu wiemy doskonale, komu dedykowana jest cała płyta. Zaczyna się suita.

Siedem połączonych ze sobą utworów, w tytułach różniących się tylko numeracją (Opowieść I, Opowieść II, aż do Opowieść VII),a kryjących wielki ładunek emocjonalny. Od początku można wyobrazić sobie fabułę owej opowieści (w domyśle biograficznej), w dowolnej formie: książki lub filmu. Historia opowiadana bez słów, a jednak mówiąca bardzo wiele.

Po pierwszej części granej solo na fortepianie, dołącza, a właściwie uderza z wielką siłą, pełen skład kwintetu. I to jak! Rzucający się w uszy genialny podkład perkusji Krzysztofa Dziedzica. Precyzyjna linia basu to zasługa czołowego na polskiej scenie kontrabasisty - Jacka Niedzieli. Plus temat grany przez niezmienną na wszystkich projektach parę dęciaków – Tomasz Szukalski, Robert Majewski. Króciutki, ale najbardziej porywający i pulsujący rozdział suity kończy się zwolnieniem. Kolej na to, na co czekali fani "Szakala". Utwór z największą dawką emocji i mogę tylko zacytować słowa znajdujące się na okładce, a należące do Krzesimira Dębskiego: "Szukalski swym tenorowym skowytem rozdziera nam serca", warta uwagi jest również niezwykle liryczna solówka Jacka Niedzieli. "Opowieść" trwa dalej. Niestety jest dosyć smutna i można odnieść wrażenie, że mało jest kwintetu w tym kwintecie. Gra sam lider, bądź trio, albo kwartet, a wspólnie pięciu muzyków możemy usłyszeć zaledwie w trzech utworach. Może dlatego na okładce nie widzimy (jak na poprzednich): Wojciech Majewski Quintet, a tylko imię i nazwisko samego twórcy projektu. Ostatnim ze składowych suity jest utwór wykonywany w trio – fortepian, trąbka, saksofon - nietypowo, ale w wielkim stylu. Zakończenie daje uczucie katharsis. Skończyliśmy czytać ciekawą książkę, oglądać dobry film, wysłuchaliśmy poruszającej "Opowieści", która skończyła się wzruszająco, ale dając pewną nadzieję i perspektywę, że jej treść zostanie w naszej wyobraźni jeszcze na długo. Płyta jest bardzo osobista, spodobała mi się rzadko spotykana w jazzie forma suity. Wypada także wspomnieć, że cały materiał został skomponowany przez Wojciecha Majewskiego. Album różni się od poprzednich. Styl artysty ewoluuje w ciekawym kierunku, choć może rozczarować część słuchaczy, która spodziewała się większej żywiołowości i więcej partii granych na trąbce i saksofonie. Powstaje tu nowy kierunek, nowy nurt, jeszcze nie nazwany, ale czy ktoś za nim podąży? Uważam, że jest zbyt osobisty, przypisany tylko do pozycji "Majewski - Wojciech".

Roch Siciński, "Radio JAZZ.FM"

<< powrót