Artykuły

Wojciech Majewski - Grechuta. Portret artysty

W wydawnictwie Znak ukazała się frapująca książka poświęcona Markowi Grechucie. Krakowskiego artystę sportretował inny artysta - Wojciech Majewski, znany pianista jazzowy.

Nie jest to pierwsze spotkanie tego warszawskiego muzyka z Markiem Grechutą. Zafascynowany jego twórczością nagrał przed pięciu laty ze swym kwintetem płytę zatytułowaną "Grechuta" z jazzowymi interpretacjami popularnych kompozycji krakowskiego pieśniarza. Choć Jan Ptaszyn Wróblewski ostrzegał: "Grechuta i jazz? To brzmi jak science fiction" - płyta okazała się niezwykle udana. "Kompozycje Grechuty cechuje szlachetna prostota, wniknięcie w tę muzykę pozwala odkryć w niej romantyzm, polskość, głębię i tęsknotę za dobrem. Mimo ż tematy te nie są jazzowe ze swej natury, to jednak bardzo nas motywowały do improwizacji" - wyznaje Tomasz Szukalski, znakomity saksofonista. "Oryginalność i bezpretensjonalność jego piosenek kojarzy mi się z tym, czego w jazzie dokonał Krzysztof Komeda" - dodaje Robert Majewski, trębacz, brat Wojciecha.

Najpierw płyta, teraz książka

Pięć lat po nagraniu płyty Wojciech Majewski postanowił opowiedzieć o bohaterze swych fascynacji. Powstała książka, która nie jest typową biografią artysty, a próbą sportretowania jego osobowości oraz jego sztuki. Nie daty i fakty z życiorysu są tu najważniejsze. To spojrzenie na twórczość tego niekonwencjonalnego przecież artysty z pozycji innego artysty, a także zafascynowanego nim słuchacza.

Po śmierci Marka Grechuty przez prasę przetoczyła się fala tekstów mu poświęconych, często sztampowych i schematycznych, odnotowujących największe jego dokonania twórcze, niekiedy próbujące znaleźć w biografii artysty jakieś pikantne szczegóły czy sensacyjki. Wojciech Majewski idzie zdecydowanie odmienną drogą. Nie odnotowuje nawet dokładnej daty śmierci sportretowanego artysty. Swą książkę rozpoczyna zdaniem: "Grechuta przybył z nieznanej krainy, by spełnić swą misję i pewnego dnia odejść...", a kończy konstatacją: "Marek Grechuta nie przyszedł na niczyje miejsce i nie będzie przez nikogo zastąpiony".

W innym wymiarze

Choć pochodził z Zamościa, był ikoną Krakowa jak Brama Floriańska, Barbakan, Błonia, Tadeusz Kantor czy Piwnica pod Baranami, z którą zresztą przez wiele lat blisko współpracował. Z wykształcenia był architektem, z zamiłowania - pieśniarzem, poetą, kompozytorem, malarzem. Pięknie grał na fortepianie. W ogóle lubił pięknie żyć. "W czasie spotkań z Markiem zyskiwałem dystans do moich problemów, bieganina urywała się nagle i wchodziłam w czystość, marzenia - wieczna poezja" - wspomina Krystyna Janda, z którą nagrał kiedyś przepiękną, chyba najbardziej rozerotyzowaną w dziejach polskiej fonografii, płytę "W malinowym chruśniaku" z poezją Bolesława Leśmiana. I przy innej okazji dodaje: "Nigdy nie stracił naiwności, którą większość ludzi stara się w sobie zdławić, uważając ją za coś wstydliwego".

Wydaje się, że był artystą "totalnym", trudno w jego biografii odgraniczyć twórczość od życia osobistego - twórczość była życiem, a życie - twórczością. Zawsze stronił od zgiełku, kolorowych okładek, kronik towarzyskich. "Twórczość - pisanie wierszy i muzyki - jest dobra na wszystko" - mawiał. Na depresje też.

Nagrał kilkanaście płyt, wylansował kilkadziesiąt przebojów, spopularyzował twórczość wielu naszych uznanych poetów, m.in. Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, Juliana Tuwima, Józefa Czechowicza, Bolesława Leśmiana, Tadeusza Nowaka, do których wierszy komponował muzykę.

"Na zawsze pozostanie dla mnie człowiekiem nierzeczywistym i tajemniczym, żyjącym w innym wymiarze" - pisze Wojciech Majewski. I dlatego jest postacią tak fascynującą. Zawsze była w nim wiara, że dzięki sztuce, poezji i muzyce można zmienić świat. Na politykę nie zwracał uwagi - jak przyznaje - bo to zbyt ulotna dziedzina życia.

Na szarość naszych nocy

Ile razem z nim - i jego piosenkami - "dróg przebytych, ile ścieżek przedeptanych, ile deszczów, ile śniegów wiszących nad latarniami" - mógłby zanucić każdy z nas.

Marek Grechuta ma w swym dorobku kilka piosenek, jak choćby "Korowód" czy "Świecie nasz", które uznano wręcz za hymny pokolenia. Śpiewali je wszyscy: dzieci kwiaty i młodzież oazowa, zetemesowcy i eskaesowcy, rockmeni i mieszkańcy "krainy łagodności". To intrygujące, jak jego twórczość potrafiła łączyć ludzi o tak różnych poglądach i temperamentach. Nie był blisko rockowej stylistyki, ale muzycy rockowi ogromnie go szanowali, podziwiali i jawnie przyznawali się do inspiracji jego dorobkiem. Muzycy różnych pokoleń - Marek Jackowski, Krzysztof Cugowski, Formacja Nieżywych Schabuff, Apteka, Artur Rojek, Krishna Brothers.

Jedna z najbardziej przejmujących pieśni Grechuty skomponowana do słów Leszka Aleksandra Moczulskiego pochodzi ze spektaklu "Exodus" wyreżyserowanego w Teatrze Stu przez Krzysztofa Jasińskiego: "Na szarość naszych nocy/ na naszą bezimienność/ na szarość i nijakość/ jutrzejszych naszych marzeń/ na twarzy przezroczystość/ na twarzy bez wyrazu/ na nasze oddalenie/ na naszą nieobecność/ i losów obojętność/ listek iskierkę cieni/ jak kotwicę/ wbij w nasze serce". To był także hymn pokolenia. Ale refleksje mogą być wspólne, bo choć to bard mojego pokolenia, to słuchało go, słucha i zapewne słuchać będzie jeszcze wiele pokoleń.

Najlepszym przykładem Wojciech Majewski, który zetknął się z twórczością Grechuty jako licealista na początku lat dziewięćdziesiątych, czy Grzegorz Turnau, który uczynił to dziesięć lat wcześniej (jego płyta z własnymi interpretacjami piosenek Grechuty ukaże się już niebawem).

Książka Majewskiego, starannie wydana i zredagowana, napisana jest z niesłychaną rzetelnością, erudycją i pasją. Przeczytałem jednym tchem, teraz będą ją smakował. Jak twórczość Grechuty, który kiedyś powiedział: "Bez ambicji, pasji i odrobiny szaleństwa nie można niczego dokonać w sztuce".

Jerzy Armata, "Gazeta Wyborcza"

<< powrót