Artykuły

Nikt nie kazał mi grać jazzu

Swój debiut płytowy poświęciłeś w całości muzyce Marka Grechuty. Taki gest zazwyczaj nie bierze się znikąd...

No pewnie... Stała za tym fascynacja osobowością, tego genialnego artysty, a ona, w moim przypadku, zaczęła się jeszcze w latach licealnych. Aranżowanie na nowo twórczości znanych artystów to rzecz pociągająca, ale i ryzykowna. Łatwo bowiem narazić się na krytykę, gdy to, co się stworzy, nie będzie dość oryginalne... - Z początku sam nie przypuszczałem, że piosenki Grechuty są podatne na taki eksperyment. To znaczy... zastąpienie warstwy wokalno-literackiej jazzową improwizacją, innymi słowy na przeróbkę piosenki w formę instrumentalną. No ale spróbowałem... I co się okazało...? Że przy zaangażowaniu odpowiednich muzyków - solistów, taki projekt może się obronić.

Płyta zyskała bardzo dobre recenzje, a jaki odbiór towarzyszył koncertom?

Odbiór tej muzyki "na żywo" również był dobry. Materiał z płyty "Grechuta" zagrałem na 25 koncertach. Część z nich, dokładnie siedem, przenieśliśmy do filharmonii. W dużych salach ta muzyka zabrzmiała w rozszerzonych aranżacjach na kwintet jazzowy i orkiestrę.

Czas wspomnieć o Twojej drugiej płycie "Zamyślenie". Ukazała się ona jesienią ubiegłego roku i jest niejako wyrazem kontynuacji drogi, jaką obrałeś wcześniej - mariażu poezji śpiewanej i jazzu.

Album nagrałem z bratem Robertem Majewskim (saksofon), Tomaszem Szukalskim (saksofon tenorowy), Palle Danielssonem (kontrabas) i Michałem Miśkiewiczem (perkusja). Sporo tu jest moich autorskich kompozycji, ale też nowych opracowań znanych tematów muzycznych m.in. Czesława Niemena, Krzysztofa Komedy, kontunuuję też wątki ?grechuto-we" znane z pierwszej płyty. A w finale pojawia się utwór z tekstem, nastrojowa ballada ?Boże, pełen w niebie chwały" do tekstu Bolesława Leśmiana śpiewana przez Grzegorza Turnaua.

Jak Ci się pracuje z Grzegorzem Turnauem?

o skromny i sympatyczny człowiek, więc szybko nawiązaliśmy dobry kontakt. Bardzo cenię jego twórczość i to, że w pracy jest absolutnym zawodowcem.

Dwie płyty Twojego kwintetu "Grechuta" i "Zamyślenie", to nie wszystko, co udało Ci się dokonać w sferze artystycznej. Wiem, że w swoim dorobku masz jeszcze projekty wykraczające poza ramy jazzu. Czy możesz o nich opowiedzieć?

Jest jeden taki projekt. Jako że jestem muzykiem o klasycznym, pianistycznym wykształceniu, nieobce mi są dokonania na polu muzyki poważnej. A ściślej rzecz ujmując, nagrałem duet fortepianowy z Janem Krzysztofem Broją. Zagraliśmy Schuberta i Brahmsa. Ale pierwsze nagrania płytowe, w jakich w ogóle brałem udział, to projekty mojego brata, Roberta. W 1996 roku nagrałem z nim album "Robert Majewski Plays Komeda", wspólnie aranżowaliśmy muzykę. Ten program firmowany nazwiskiem brata - grywamy zresztą do dziś.

Pochodzisz z rodziny o bogatych muzycznych tradycjach, tkwiących korzeniami w jazzie. Warto przypomnieć, że Twój ojciec, wybitny trębacz, Henryk Majewski, odpowiada za stronę artystyczną siedleckiego "Jazz Standard's Festival". A w związku z tym, to pewnie nie przypadek, że Ty i Twój brat poruszacie się głównie w obrębie tego gatunku muzyki...

W domu praktycznie od dziecka miałem kontakt z jazzem, z tą charakterystyczną dla niego harmonią. Przy czym jedną rzecz chciałbym wyraźnie podkreślić. Moja fascynacja jazzem była procesem naturalnym, a nie wymuszonym. Ani mnie, ani mojemu bratu nikt nie kazał grać jazzu. Nie mieliśmy jakichś negatywnych doświadczeń, z którymi być może spotykały j się dzieci innych muzyków, że przykładowo rodzic przelewał na nie swoje niezrealizowane ambicje. W naszym przypadku tak nie było. Mój ojciec zrealizował to, co zamierzał, spełnił się jako muzyk.

Opowiedz mi jeszcze o swoich fascynacjach muzycznych, ale tych niezwiązanych z jazzem?

To może zacznę od muzyki klasycznej. Moi ulubieni kompozytorzy to Alexander Skriabin, Fryderyk Chopin, Franciszek Liszt, Siergiej Rachmaninow, Igor Strawiński. Pianiści: Władimir Horovitz i lvo Pogorelic. Półkę z muzyką rozrywkową rezerwuję dla Ewy Demarczyk, Marka Grechuty i Czesława Niemena. To z polskich artystów. A zagraniczni...? Bardzo się zżyłem przez lata ze Stevie Wonderem. Jestem zagorzałym fanatykiem Beatlesów. Cenię dokonania Michaela Jacksona i Lionela Ritchie. Natomiast jeśli chodzi o nowe trendy, bardzo podoba mi się muzyka islandzkiej wokalistki Bjork.

Dziękuję za rozmowę.

Z Wojciechem Majewskim rozmawia Tomasz Markiewicz

<< powrót