Artykuły

Sztuka może ukazywać duchowy wymiar naszej egzystencji

Wojciech Majewski to jeden z najlepszych naszych pianistów. Od lat obecny na scenie jazzowej, współpracował z Janem Ptaszynem Wróblewskim, Zbigniewem Namysłowskim, Henrykiem Miśkiewiczem, Darkiem Oleszkiewiczem, Joe La Barberą.

Jest absolwentem Akademii Muzycznej im. F. Chopina w Warszawie i choć główną jego pasją jest muzyka jazzowa, z powodzeniem uprawia również klasykę. Występował w wielu krajach (Niemcy, Francja, USA, Dania, Czechy, Włochy). Brał udział w znaczących festiwalach (Jazz Jamboree, Jazz Open w Stuttgarcie, Festiwal Brahmsowski w Mediolanie). Jego pierwszym poważnym debiutem płytowym był udział w sesji „Robert Majewski Plays Komeda” (u boku swego brata Roberta, H. i M. Miśkiewiczów i Zb. Wegehaupta). Płyta, której Wojtek był współaranżerem, została bardzo dobrze przyjęta przez krytykę i publiczność (zespół występuje z tym programem do dziś). Jako lider Wojtek Majewski nagrał w 2001 r. płytę „Grechuta” (jazzowe opracowania kompozycji M. Grechuty), która – jak na pozycję jazzową – odniosła sukces komercyjny i otrzymała nominację do Fryderyka, a jej autor pretendował do miana Muzyka Roku. Obecnie projekt ten w wersji symfonicznej wykonywany jest w filharmoniach przez zespół: W. Majewski, T. Szukalski, R. Majewski, J. Niedziela, K. Dziedzic.

Niebawem nakładem wytwórni Sony Music Polska ukaże się najnowszy album Wojtka – „Zamyślenie”. Sesja odbyła się na początku września, a udział w niej wzięli: Tomasz Szukalski, Robert Majewski, Michał Miśkiewicz oraz jako gość specjalny szwedzki kontrabasista Palle Danielsson. Jest to moim zdaniem bardzo interesująca i wyjątkowa płyta, która od pierwszych taktów o czymś „opowiada” i wobec tego jakiekolwiek pisanie czy rozmawianie o tej muzyce może wydawać się zbędne. Postanowiliśmy jednak z Wojtkiem o tej ciekawej sesji pomówić i nadać dźwiękom werbalny komentarz.

JAZZ FORUM: Twoja muzyka ma swój klimat. Tytuły kompozycji – Zamyślenie, Pożegnanie, Radość, Rozmowa – zdradzają, że fascynuje Ciebie człowiek, jego stany emocjonalne, uczucia, jego relacje z innymi ludźmi, sytuacje, w których uczestniczy, zdarzenia warte zastanowienia, zapamiętania. Czy inspiracją dla Ciebie są własne przeżycia, czy może czerpiesz z innych dziedzin sztuki, takich jak literatura czy film?

WOJTEK MAJEWSKI: Jeśli chodzi o ostatnią płytę, jest na niej kilka kompozycji, które są rezultatem, wynikiem własnych przeżyć z okresu ostatnich dwóch lat i generalnie staram się, żeby moja muzyka w jakiś sposób wyrażała mnie i moje wnętrze. Jednocześnie nie zmienia to faktu, że interesuję się innymi dziedzinami sztuki, takimi właśnie jak literatura, film czy poezja.

JF: Utwory innych kompozytorów, które zawarłeś na płycie zostały przez nich napisane jako muzyka do wierszy: Po coś dał nam tę głębokość wejrzeń? (M. Grechuta, do wiersza Goethego), Bema pamięci żałobny rapsod (Cz. Niemen do wiersza Norwida), Nie pomogły spacery (Grechuta do Słowackiego). Jest tu także Twoja muzyka do wiersza Leśmiana Boże pełen w niebie chwały. To jest poważna poezja, romantyczna, o miłości, śmierci i o tym co po śmierci. Wygląda na to, że jesteś człowiekiem, który zastanawia się nad sensem życia. Granie nie jest dla Ciebie wartością najważniejszą, lecz raczej sposobem wyrażania czegoś głębszego?

WM: To jest pytanie o sens sztuki w ogóle. Niewątpliwie wierzę w to, że sztuka może przekazywać, wyrażać stany ducha człowieka, duchowy wymiar naszej egzystencji. Oczywiście samo granie jest dla mnie również bardzo ważne, jest to wręcz nawyk. Jeśli nie ćwiczę choćby przez parę dni, czuję niedosyt.

Wracając do sztuki, to wydaje mi się, że może ona również wyrażać ducha czasu. Papież powiedział kiedyś, że sztuka jest bardzo blisko religii. Myślę, że warto się nad tym zastanowić. Tym niemniej, jeśli chodzi o utwory, które wymieniłeś, choć pisane do poezji, zainteresowały mnie jednak raczej ze względu na swoją warstwę muzyczną. Są to kompozycje Niemena, Grechuty – artystów, których lubię słuchać, uważam ich za najwybitniejsze postacie polskiej piosenki powojennej. Aranżując je starałem się osiągnąć ciekawy efekt muzyczny, nie zastanawiając się już nad tym, czy to będzie pasowało do tekstu. Rzeczywiście, bardzo zainspirował mnie religijno-filozoficzny wiersz Leśmiana i w ciągu niemal pół godziny napisałem tę piosenkę, którą śpiewa Grzegorz Turnau.

JF: Ta płyta jest bardzo „polska”, sięga do korzeni naszej kultury, również tych stricte jazzowych – jest wprawdzie tylko jeden utwór Komedy (Niekochana), ale komedowski klimat ciągle gdzieś się „czai” (unisona trąbki i saksofonu, słowiańska tęsknota melodii, raczej mollowa harmonia, rozbudowane, wieloczęściowe formy). Czy jest to Twój świadomy wybór, czy naturalna fascynacja?

WM: I jedno, i drugie. Z jednej strony mam świadomość, że nie urodziłem się w Nowym Jorku tylko w Warszawie, więc moja muzyka jest polska i myślę, że wychodzi mi to w sposób naturalny. Słucham w ogóle dużo muzyki polskiej, nie tylko jazzowej, ale również piosenek, muzyki klasycznej – zwłaszcza słowiańskiej – z naszego kręgu kulturowego, polskiej, także rosyjskiej. Jeśli chodzi o wpływ Komedy, przechodziłem okres fascynacji jego twórczością i niewykluczone, że pewne moje rozwiązania mogą się z nią kojarzyć. Podoba mi się w niej zwłaszcza sposób organizowania struktur muzycznych. Kwintet z dwoma instrumentami dętymi to „świetny wynalazek”, o ogromnych możliwościach brzmieniowych i ekspresyjnych.

JF: Pamiętam, że podczas studiów w Akademii Muzycznej, bardzo pochłonęła Cię muzyka poważna i chyba ma to wpływ na Twoje granie i komponowanie (technika, brzmienie). Również na tej płycie, podobnie jak na poprzedniej („Grechuta”) są fragmenty, np. solowe introdukcje fortepianu, wywołujące skojarzenia raczej ze sceną filharmonii niż z zadymionym klubem jazzowym. Jeden z Twoich utworów nosi tytuł Pamięci Stra- wińskiego. Czy ten flirt (a może nawet romans) z muzyką poważną nie jest zamierzoną przez Ciebie promocją jazzu, chęcią nadania mu wytworniejszej, odświętnej oprawy, bardziej europejskiego feelingu?

WM: Na pewno w mojej muzyce jest obecny feeling słowiański, a więc europejski. Utwór Pamięci Strawińskiego skomponowałem jeszcze w trakcie studiów (jest on częściowo napisany, a częściowo improwizowany). Piszę muzykę, która wymaga pewnej koncentracji i skupienia. Filharmonia jest na pewno właściwym dla niej miejscem, ale to nie znaczy, że odżegnuję się od grania w klubie, które ma też swój urok i specyficzny klimat.

JF: Udało Ci się zebrać znakomity skład muzyków, między innymi dwóch dawnych muzycznych partnerów: Szukalskiego i Danielssona.

WM: Bardzo się cieszę, że już od paru lat mogę współpracować właśnie z Tomkiem. Bardzo lubimy ze sobą grać – mam nadzieję, że jak on to przeczyta, to nie zaprzeczy – zwłaszcza duety (jest jeden na tej płycie, tak jak i na poprzedniej). Myślę, że to owocna współpraca. Udało mi się zgromadzić grupę muzyków, która wydaje mi się – optymalnie wykonała to, co sobie zamierzyłem. To są „brzmieniowcy”. Tomek właśnie słynie z pięknego, szerokiego brzmienia. Robert też ma piękny, aksamitny dźwięk. Michał potrafi na perkusji operować barwą – nie tylko rytmem.

No i wreszcie Palle Danielsson, którego brzmienie jest znane w świecie jazzu. Tym nas oczarował od samego początku. Było to bardzo sympatyczne spotkanie, na swój sposób również duże przeżycie, bo przecież on grał z wieloma muzykami, których bardzo podziwiam i szanuję. Oczywiście okazał się stuprocentowym profesjonalistą, zagrał dwie piękne solówki, pokazując swój kunszt, a także wspaniałym człowiekiem, sympatycznym, bezkonfliktowym, znającym swoje miejsce w zespole. Do tego typu muzyki zestaw osób był jak najbardziej odpowiedni. Palle grywał z Tomkiem jeszcze w latach 70., ostatnio z Tomaszem Stańką. Na festiwalu Jazz Baltica spotkał mojego brata Roberta, spodobało mu się jego granie, więc Robert zaproponował zrobienie jakiegoś projektu w Polsce. Palle się zgodził, zresztą nadal jest otwarty i powiedział, że jeśli byłby jakiś koncert z tym programem, to on bardzo chętnie przyjedzie do Polski.

JF: Masz teraz pewnie sporo zajęć organizacyjnych związanych z promocją nowej płyty, jednocześnie występujesz z programem „Grechuta”. Czy masz czas na myślenie o jakimś kolejnym nowym projekcie?

WM: Aranżowanie na orkiestrę symfoniczną programu „Grechuta” pozwoliło mi zdobyć trochę doświadczeń w zakresie orkiestracji i myślę o tym, żeby następną płytę nagrać na trąbkę i saksofon właśnie z towarzyszeniem orkiestry, a co do sekcji rytmicznej to jeszcze nie wiem, raczej bez perkusji, ewentualnie może z kontrabasem. Ale to jest sprawa przyszłości, za jakieś może dwa lata...

Maciej Ulatowski, Jazz Forum 2003

<< powrót